English
Varia
Anita Piotrowska: Torbacze i swastyki

W prześmiewczych filmach Mory świat pradawnych australijskich wierzeń miesza się z dzisiejszą popkulturą i naukowym przesądem.

Są twórcy, których w sążnistych tomach historii filmu zwykle pomija się milczeniem, w najlepszym razie poświęcając im zaledwie symboliczne notki. Są twórcy niepasujący do utrwalonego w powszechnym odbiorze obrazu kinematografii swego kraju. A jednak to właśnie na ich filmach publiczność reaguje najbardziej spontanicznie, dostrzegając w niewybrednej z pozoru rozrywce pokłady smakowitej ironii. Kimś takim jest Australijczyk Philippe Mora - samouk, który pierwsze profesjonalne filmy kręcił w okresie, kiedy rodzime kino pod szyldem australijskiej Nowej Fali stawało się światowym odkryciem. Twórca filmu "Mad Dog Morgan" nie zyskał nigdy statusu Petera Weira, Bruce'a Beresforda czy Freda Schepisi, a wspomniany tytuł długo nie mógł być pokazywany w wersji nieokrojonej, w obawie, że zawarte w nim sceny dosłownej przemocy mogłyby zniechęcić turystów do przyjazdu na antypody.

Philippe Mora okopał się w swojej niszy na wiele lat. Australijski do szpiku, edukację swą zdobywał w Europie. Jako dziecko rozkołysanego i rozpolitykowanego Londynu lat 60., gdzie natychmiast wsiąkł w miejscową bohemę, a nawet pomieszkiwał z samym Erikiem Claptonem, zaczynał od awangardowej rzeźby i malarstwa, pozostając pod wyraźnym wpływem Picassa. I właśnie słowa twórcy "Guerniki", który twierdził, że jeśli coś jest w dobrym guście, nie może być prawdziwą sztuką, stały się dewizą australijskiego reżysera. Jego nieprzyzwoite, ekscentryczne kino, bez opamiętania miksujące i parodiujące popularne gatunki filmowe, zawsze miało krytyczny pazur, wymierzony nie tylko w kulturę popularną, ale i w australijski rasizm, w różnej maści szowinizmy czy imperialne zakusy wielkich mocarstw, tak w wydaniu hitlerowskim, jak i zimnowojennym. We wspomnianym filmie "Mad Dog Morgan" (1976), rozgrywającym się w czasie australijskiej gorączki złota lat 60. XIX wieku, Mora opowiadał o legendarnym buszrendżerze (wyjętym spod prawa samotnym mścicielu z buszu), igrając przy tym konwencjami westernu. Naturalistyczne sceny przemocy osadzone w rozległym australijskim pejzażu miały przywodzić na myśl malarstwo Francisa Bacona, podczas gdy grający tytułową rolę Dennis Hopper, słynny "Easy Rider", owiany sławą najdzikszego spośród amerykańskich aktorów, wnosił na grunt poprawnego australijskiego kina powiew "zachodniej" kontestacji. To właśnie "Mad Dog Morgan", jak wówczas mało który spośród rodzimych filmów, postawił pod wielkim znakiem zapytania mit australijskiej niewinności.

Samej Ameryce też się zresztą dostało - w filmie "The Return of Captain Invincible" (1983), gdzie Mora pokazał w krzywym zwierciadle antysowiecką gorączkę epoki "gwiezdnych wojen", która znalazła swój swojski wyraz w komiksach i filmach o niezniszczalnych herosach. Zagrany przez Alana Arkina Kapitan Niezwyciężony przed laty walczył z gangsterami i nazistami, zanim Komisja senatora McCarthy'ego zesłała go na banicję do Australii; teraz powraca z mocno podupadłym wizerunkiem i poważnym problemem alkoholowym, by raz jeszcze pokonać wrogów swojej ojczyzny. Czegóż tu nie znajdziemy: i musicalowe popisy wokalno-taneczne, i niby-archiwalne kroniki filmowe, i najczystszy absurd, jak w scenie, gdzie nasz superman walczy z nacierającą nań sforą wygłodniałych odkurzaczy... Już tylko krok dzieli Morę od prześmiewczych horrorów z serii "Howling", gdzie wilkołaki powstałe w wyniku krzyżówki człowieka z wymierającym wilkiem workowatym spotkać można nie tylko w australijskim buszu, ale i na ulicach dzisiejszego Sydney. W filmach Mory świat pradawnych wierzeń lokalnych miesza się ze współczesną globalną pop kulturą, ale także z naukowym przesądem, wprzęganym bardzo często w służbę wielkiej polityce. Reżyser z satyrycznym zacięciem pokazuje, jak skompromitowane w XX wieku najbardziej wulgarne darwinistyczne teorie odżywają w nowoczesnych społeczeństwach.

Z tej samej pewnie krytycznej fascynacji bierze się zainteresowanie Mory osobą Hitlera i genezą hitleryzmu. Mając za sobą brawurowy pełnometrażowy dokument "Swastyka" z 1973 roku, reżyser powrócił do tematu w fabularnym filmie "Snide and Prejudice", (czyli "Drwina i uprzedzenie", 1997). Tym razem nie zamierzał uczłowieczać bestii, ale pokazać, jak bardzo postać Hitlera mentalnie naznaczyła ludzkość. Bohaterem filmu jest niejaki profesor Cohen zajmujący się "schizofrenią psycho-historyczną", w której pacjenci podają się za znane postacie. Na użytek jednego z nich, podszywającego się pod führera, naukowiec inscenizuje dramę z udziałem pacjentów, personelu i wynajętych aktorów, która ma odtworzyć krok po kroku wzlot i upadek niemieckiego wodza. Czy jednak sam profesor w swych ryzykownych metodach pracy nie stał się mimowolnie zaślepionym swoją wizją dyktatorem? Najbardziej teatralny spośród filmów Mory kpi sobie z wszelkiej poprawności, za nic mając także jakiekolwiek reguły dobrze opowiedzianej historii. Cała zresztą twórczość Australijczyka o polskich korzeniach ma w sobie ów urok "złego kina": kompletną nieprzewidywalność i nieustające wrażenie, że tam, za kamerą, wszyscy bawią się nie gorzej niż my.

 

Anita Piotrowska

Moje NH
Strona archiwalna 10. edycji (2010 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.enh.pl
Nawigator
Lipiec-sierpień 2010
PWŚCPSN
192021 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31 1
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu:
OK
Indeks A-Zscena muzyczna
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty 2007-2010
festiwal@enh.pl
www.enh.pl
realizacja: Pracownia Pakamera