English
Varia
III nagroda: Mikołaj Marcela
III nagroda: Mikołaj Marcela

fragment tekstu, który w całości, pod tytułem Śmierć nadejdzie jutro, ukazał się w książce Bond. Leksykon

Nazywam się Bond, Gustav Bond

 

W serii filmów o Jamesie Bondzie najistotniejsza jest właśnie ich seryjność. Ich urok najczęściej zasadza się na (nie)dyskretnej grze powtórzeń dobrze nam znanych zachowań, gestów i sformułowań. Do pewnego momentu trudno było sobie wyobrazić Bonda bez wódki z martini, uległych kobiet oraz szybkich samochodów wyposażonych w najnowsze gadżety techniczne. Nie mniej znaczące jest w nich także powielanie schematu fabularnego. Lubimy oglądać agenta 007 w akcji, bo jego świat (tak odmienny przecież od naszego) jest w zasadzie światem baśniowym, w którym wyraźna i oczywista wydaje się linia oddzielająca biel od czerni i dobro od zła.

W tym kontekście Śmierć nadejdzie jutro, dwudziesty odcinek serii o przygodach Bonda, jest filmem z wielu powodów wyjątkowym. Po pierwsze dlatego, że jest to obraz jubileuszowy, pełen mniej lub bardziej eksponowanych nawiązań do przeszłości (miejscami wręcz można odnieść wrażenie, że cały film jest umiejętnie utkany tylko i wyłącznie z intertekstualnych odwołań do innych części serii). Po drugie, jest to pierwszy film o Bondzie, którego premiera odbyła się już w XXI wieku, a jednocześnie ostatni utrzymany w dobrze znanym nam schemacie szarmanckiego, szalenie pewnego siebie i zabójczo przystojnego bruneta, na którego obliczu niezależnie od okoliczności zawsze gości zawadiacki uśmiech.

W związku z tym Śmierć nadejdzie jutro jest w pewnym sensie filmem granicznym - podsumowującym i kończącym, ale także mierzącym się z pewną epoką. Wydaje się, że pod tym bogactwem nawiązań i powrotów do typowości postaci głównego bohatera, której pragnienie jest tu widoczne o wiele bardziej niż w jakimkolwiek innym filmie o przygodach najsłynniejszego agenta naszych czasów, ukrywa się fakt, że jego odejście jest nieuniknione. Tu Bond jest już raczej symulacją samego siebie, maskującą to, że nie ma już żadnego Bonda. Także dlatego jest to film graniczny: jego głównym tematem jest właśnie granica, owa linia oddzielająca czerń od bieli i dobro od zła. W tej perspektywie rysuje się jeszcze jeden, być może najważniejszy wymiar wyjątkowości tego obrazu - wzajemne powiązanie i jedyny prawdziwy konflikt między Bondem a jego przeciwnikiem, Gustavem Gravesem. Tu gra nie toczy się już jedynie o próbę przejęcia władzy nad światem czy jego unicestwienia. Tu chodzi o coś znacznie bardziej fundamentalnego.

Oglądając po raz pierwszy Śmierć nadejdzie jutro trudno właściwie powiedzieć na czym polega realne zagrożenie ze strony Gravesa. W przeciwieństwie do jego wielkich poprzedników, jak Ernst Stavro Blofeld, Hugo Drax czy Elliot Carver, nie posiada on globalnych planów wobec świata. Zamiast nich jego głównym celem jest zniszczenie linii demarkacyjnej oddzielającej Koreę Północną od Korei Południowej. Zakładając, że nawet udałoby mu się tego dokonać, to co dalej? Oceniając postać Gravesa krytycy zwracali uwagę przede wszystkim na świetną grę odtwarzającego tę rolę Toby'ego Stephensa, piętnując przy tym z jednej strony jego nierealistyczność, z drugiej właśnie miałkość jako przeciwnika Bonda. Myślę jednak, że Graves był najgroźniejszym, a przy tym najdoskonalszym wrogiem agenta Jej Królewskiej Mości w historii całej serii. Dlaczego? Ponieważ swoją obecnością i działaniami zamazywał i dążył do zniszczenia tego, na czym zasadza się siła Bonda: linii odgraniczającej od siebie opozycje. Porządek zachodniej cywilizacji, której najbardziej rozpoznawalnym strażnikiem jest agent 007, to właśnie porządek pojęciowy, w którym binarne opozycje pozwalają sklasyfikować i zorganizować nasz świat. Dla takiego systemu największym niebezpieczeństwem jest groźba zakażenia wirusem nierozstrzygalności, który zaburza skuteczność opozycji, a tym samym uniemożliwia "normalne" funkcjonowanie w "czarno-białej" rzeczywistości.

(...)

 

Mikołaj Marcela - (ur. 1985), fan kultury popularnej i popnaukowiec. W przeszłości perkusista zespołów rockowych i progmetalowych, obecnie student filozofii w ramach Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych UŚ i doktorant w Zakładzie Teorii Literatury UŚ. Autor artykułów z zakresu filmu, literatury, muzyki i historii idei. Publikował m.in. na łamach "artPapieru", "FA-artu", "Opcji" i "re: presji", a ostatnio w wydawnictwie Bond. Leksykon. Mieszka w Katowicach.

Moje NH
Strona archiwalna 10. edycji (2010 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.enh.pl
Nawigator
Lipiec-sierpień 2010
PWŚCPSN
192021 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31 1
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu:
OK
Indeks A-Zscena muzyczna
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty 2007-2010
festiwal@enh.pl
www.enh.pl
realizacja: Pracownia Pakamera