English
Varia

Pieds nus sur les limaces reż. Fabienne BerthaudPieds nus sur les limaces reż. Fabienne Berthaud
Selekcjonerzy z festiwali
12 wrz 10
Urszula Śniegowska: Quinzaine Réalisateurs (Cannes 2010)

Oprócz przepięknej reklamówki samego Quinzaine Réalisateurs będącej bardzo nastrojowym montażem kilkuklatkowych statycznych ujęć z filmów  wybranych reżyserów promowanych przez SFR, francuski odpowiednik naszego Stowarzyszenia Filmowców Polskich (Związek Reżyserów Francji) i wskazującym z jakimi nazwiskami identyfikują się organizatorzy (Wiliam Friedkin, Naomi Kawase, Jim Jarmusch, François Ozon, Jerzy Skolimowski…), przed seansami pojawił się także inny klip: odezwa do widza z prośbą o pozostanie wiernym różnorodności w kinie. Jest to właściwie apel o poparcie dla kin, które nie decydując się na ograniczenie repertuaru do wielkich produkcji  mainstreamowych przez przejście na nośniki i projektory cyfrowe.

Te dwa filmiki to skrócona charakterystyka Piętnastki (przeglądu równoległego do Festiwalu Filmowego w Cannes): ważne nazwiska prawdziwych filmowych autorów i polityka. Od polityki zaczęła się historia tej sekcji, gdy w 1968 roku lewicowi działacze z Jean-Luc Godardem na czele zbojkotowali oficjalny festiwal zarzucając jego organizatorom artystyczny konformizm i otwierając odrębny program pokazów, który zdecydowanie zwiększył liczbę filmów i rozszerzył spektrum twórców prezentowanych w majowe tygodnie w Cannes.

Piętnastka, działając pod hasłem „Kino na wolności” i według zasady „Filmy rodzą się wolne i równe: trzeba im pomóc takimi pozostać”, stała się oknem na kinematografie całego świata. Od tego roku dyrektorem Quinzaine jest Frédéric Boyer i wydaje się, że filmy zaproponowane przez jego zespół to bardzo wyważona mieszanka autorskiego filmu z całego świata. Dominowały wprawdzie filmy z Ameryki Południowej (aż cztery tytuły) i brakowało zupełnie Europy środkowej i wschodniej (co jest zapewne kolejnym dowodem na kryzys kinematografii w tym regionie – z wyjątkiem Rumunii i Węgier obecnych w konkursie głównym Festiwalu i sekcji Certain Regard), ale wrażenie ogólne po obejrzeniu wszystkich dwudziestu, było takie, jakby faktycznie udało się stworzyć reprezentatywny obraz autorskiego kina światowego ostatniego roku. Dlatego też ustalenie werdyktu z dwojgiem pozostałych jurorów (Tejinder Jouhal z ICA w Londynie i Gillesem Marchalem z Cité Internationale de la bande desinée et de l’image w Angoulême) wydawało się bardzo trudne albo wręcz niemożliwe. Aż do momentu, gdy obejrzeliśmy przedostatni film sekcji, francuski Pieds nus sur les limaces Fabienne Berthaud i zakochaliśmy się w nim wszyscy troje.

Jury CICAE – Międzynarodowego Stowarzyszenia Kin Studyjnych ma za zadanie wskazanie filmu nie tylko ciekawego ale i takiego, który w naszych krajach ma szansę na dystrybucję i sukces w kinach studyjnych, w  ten właśnie sposób przyczyniając się do różnorodności oferty. Nothing personal Urszuli Antoniak, który dwa miesiące temu wszedł do naszych kin obok wielu innych nagród otrzymał także i to wyróżnienie na zeszłorocznym festiwalu w Locarno. Film nagrodzony w tym roku też  taką szansę zdecydowanie ma. Jest emocjonalnie absorbujący, pięknie nakręcony i dobrze skonstruowany. Opowiada o outsiderce, pod wpływem której siostra-burżujka, przeciętna urzędniczka na dorobku przewartościowuje swoje życie. Lily jest wyjątkowa, choć nieprzystosowana, lepiej umie cieszyć się życiem i podobnie jak Pepperminta Pippilotti Rist ukazuje, co tracimy, nie dopuszczając do głosu naszych instynktów i spontaniczności.

Jednym z faworytów moich współjurorów był zupełnie inny film, choć również poruszający tematykę społeczną, a mianowicie belgijskie Illégal, mroczna opowieść o białoruskiej emigrantce, która trafia w ręce policji i walczy z systemem nakazującym nielegalnym pracownikom bez statusu uchodźcy politycznego powrót do kraju. Film jest nieco bardziej brutalną wersją Milczenia Lorny braci Dardenne sprzed kilku lat, ale do języka filmowego nie wnosi praktycznie nic. Nie przeszkodziło mu to otrzymać Prix SACD (odpowiednika polskiego ZAIXu), przyznanej przez jury, któremu przewodniczył sam Bertrand Tavernier. Belgowie zresztą w tym roku przywieźli na Quinzaine bardzo silną reprezentację. Zwłaszcza warto zapamiętać nazwisko Gusta van der Berghe, autora ciekawego formalnie Little Baby Jesus of Flanders, minimalistycznej opowieści o Trzech Królach w postaciach trzech dotkniętych syndromem Downa chłopaków, którzy udają się w podróż na spotkanie z Dzieciątkiem i gubią po drodze... Tematem i czarno-białą stylistyką film przypomina Birdsong Alberta Serry sprzed dwóch lat i naturalnie sugeruje metaforyczne odczytanie fabuły.

W odważnej i oszczędnej monochromatyzmie jest też utrzymany Shit Year, jedno  z odkryć Festiwalu i Quinzaine. Cam Archer, autor jedynie krótkometrażowego, pokazywanego na Sundance Wild Tigers I Have Known wydaje się ujawniać talent i wizję na miarę Pi Aronowskiego. Tym bardziej ciekawe, jak rozwinie się jego kariera. Ciężar wypowiedzi dźwiga tu świetna Ellen Barkin, grająca odchodzącą na emeryturę aktorkę, która pod wpływem zadurzenia w młodym chłopaku doznaje futurystycznych wizji. Jedna jaskółka nie czyni wiosny. Ale obecność w selekcji Quinzaine drugiego świetnego debiutu amerykańskiego może oznaczać napływ nowej fali niezależnych z USA. Wydaje się, że Alistair Banks Griffin z erudycyjnym Two Gates of Sleep ma jeszcze większe szanse na światową karierę. Obaj młodzi twórcy odwołują się do dzieł europejskich mistrzów (Archer wskazuje Personę Bergmana), ale porównania do Matki i syna Sokurowa w przypadku Two Gates of Sleep nasuwa się nieodparcie.

Dwaj bracia, mieszkający na odludziu pół-dzicy mężczyźni w średnim wieku, po śmierci matki, wbrew normom społecznym i prawu postanawiają przetransportować jej trumnę w wybrane przez nią „magiczne” miejsce. Film wpisuje się też w obecną od niedawna w kinie amerykańskim tendencję, którą można określić ogólnie jako „powrót do natury”, pokazującą człowieka po Whitmanowsku, jako część środowiska naturalnego, ale także amerykańską prowincję, ludzi zżytych bardziej z ziemią i przyrodą niż ze społeczeństwem. Takim filmem był bez wątpienia Winter’s Bone, zwycięzca Sundance, a także Frozen River sprzed dwóch lat. W wypadku filmu Griffina ekspresjonistyczny montaż i genialna praca operatorska (młodego nowojorczyka Jody’ego Lee Lipesa) potęgują efekt emocjonalnej wymowy filmu, mimo ogólnej oszczędności środków (bardzo prosta fabuła, minimalna ilość dialogu). Jeden z amerykańskich recenzentów określił film Griffina jako „jeden z bardziej artystowskich filmów na tym i tak bardzo artystowskim festiwalu”. Chyba nie można oczekiwać lepszej rekomendacji.

Oryginalny formalnie a zarazem trzymający w napięciu jak na horror przystało był też film z Urugwaju, La Casa Muda. Fabuła podobna do historii z koreańskich Dwóch sióstr została przedstawiona w niezwykle skomplikowany technicznie sposób w całkowitej ciemności tajemniczego domu i za pomocą jednego ciągłego ujęcia. Kamera podąża bezustannie za bohaterką, z którą przeżywamy (ledwo!) półtorej godziny. Spontaniczne reakcje publiczności udowodniły, że to nie sztuczny zabieg,  lecz faktycznie środek do wywoływania silnych emocji.

Z Ameryki Łacińskiej w Quinzaine pokazano jeszcze trzy filmy: młodzieżowy A alegria  z Brazylii, dramat obyczajowy osadzony w latach 80 w Argentynie i dwa meksykańskie, Somos lo que hay i Ano bisiesto, nagrodzony Złotą Kamerą. Nagroda jest przyznawana za najlepszy debiut spośród filmów wszystkich działów festiwalu Cannes. W tym roku jury przewodniczył Gael Garcia Bernal. Jego twórca, niemłody już Australijczyk mieszkający w Meksyku, Michael Rowe, portretuje – nieco na modłę Nagisy Oshimy – rozwój sadomasochistycznej relacji pomiędzy samotną dziewczyną i przygodnie poznanym żonatym mężczyzną. Nagroda właśnie za film z Quinzaine może być interpretowana jako dowód na wysoki poziom tegorocznej Piętnastki, choć w moim odczuciu to inne debiuty tej sekcji wyznaczają nowe tendencje w kinie światowym. Zdecydowanie jednak wielka różnorodność tej propozycji przyczynia się do rozszerzenia wyboru, jaki nadal jeszcze mamy w kinach. Wyboru nie ma wprawdzie juror, który podejmuje się obejrzeć dwadzieścia filmów wybranych przez selekcjonerów tej prestiżowej sekcji canneńskiego festiwalu. W zamian za to uzyskuje świetny przegląd niezależnych produkcji autentycznie oryginalnych, które wyznaczają kierunki rozwoju kina światowego.

Urszula Śniegowska (jurorka Quinzaine Réalisateurs, Cannes 2010)

KINO lipiec-sierpień 2010

http://www.kino.org.pl/

Moje NH
Strona archiwalna 10. edycji (2010 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.enh.pl
Nawigator
Lipiec-sierpień 2010
PWŚCPSN
192021 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31 1
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu:
OK
Indeks A-Zscena muzyczna
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty 2007-2010
festiwal@enh.pl
www.enh.pl
realizacja: Pracownia Pakamera